Akita Kennel KAZOKU KANSHIN - Nasza przygoda z akitami...
Nasza przygoda z akitami...
Był rok 1994, spacerowałem z grupą przyjaciół, którzy podobnie jak ja mieli
zamiłowanie do długich, leśnych wypraw. Z leśniczówki, którą właśnie mijaliśmy,
dobiegł do nas odgłos, przypominający ujadanie wilków. Kiedy zajrzeliśmy przez płot
okazało się, że to stado malamutów i jedna, wielka akita. Oczywiście nie mogliśmy
oprzeć się pokusie poznania ich właścicieli. Wtedy właśnie poznałem Madzię Czernik,
a nasza znajomość, jak się później okazało, przerodziła się w długoletnią przyjaźń.
Od tego czasu każdą wolną chwilę spędzałem w IMAGINACJI, gdzie mogłem podziwiać
i poznawać charakter akit. W tym czasie miałem już psa, suczkę Anim, więc rodzice
nie chcieli się zgodzić na kolejnego psa. Posiadanie akity musiało na razie
pozostać w sferze moich marzeń...
W 1998 roku poznałem Kasię, właściwie znaliśmy się już dużo wcześniej, ale
to właśnie w tym roku coś zaiskrzyło. Kasia kocha podróże, naturę, zwierzaki
i jej ulubioną porą roku jest zima, najbardziej mroźna i śnieżna. Właśnie te
wspólne zamiłowanie do natury, zimy i śniegu utwierdziło nas w przekonaniu,
ze jesteśmy dla siebie stworzeni. Od samego początku próbowałem przelać na
Kasię miłość do akit, ale ona niestety długo nie chciała przekonać się do
tej rasy. Początkowo mieszkaliśmy w bloku,więc tym bardziej nie było mowy
o akicie. Poza tym Kasia miała też psa o bardzo dominującej postawie, jak
na prawdziwego, małego kundelka przystało, wabił się Nero. Nero towarzyszył
Kasi i jej rodzinie przez 12 lat. Był oddanym przyjacielem całej rodziny,
dlatego nietrudno sobie wyobrazić co przeżywała Kasia,kiedy w 2001 roku
Neruś odszedł. Po tym wydarzeniu jeszcze przez długi, długi okres Kasia
nawet nie chciała słyszeć o nowym psie. W czerwcu 2002 roku przeprowadziliśmy
się razem z mamą Kasi,do upragnionego, własnego domu z olbrzymim ogrodem,
z dala od zgiełku i tłumów. Całe dzieciństwo spędziłem w domku jednorodzinnym,
Kasia natomiast wcześniej mieszkała wyłącznie na blokowiskach.
Razem z nami przeprowadził się nasz kotek Lucky, który
na krótko przed przeprowadzką odnalazł się po 3 miesiącach tułaczki.
Lucky był kotem jedynym w swoim rodzaju, aportował i szczekał zupełnie
jak piesek. Niestety konsekwencje tułaczki były na tyle poważne,
że w niedługim czasie musieliśmy pożegnać się z nim. Był to ogromny dramat
dla całej naszej rodzinki, ale najbardziej przeżyła to Kasia. Przez
tydzień czasu nie chodziła do pracy i cały czas płakała.
Strata kolejnego przyjaciela spowodowała, że Kasia oświadczyła,
że już nigdy więcej nie będzie towarzyszył jej żaden zwierzak,
bo nie przeżyłaby kolejnego odejścia przyjaciela.
Na szczęście czas leczy rany, a miłości do zwierząt nie da się tak po prostu oduczyć,
jeszcze w tym samym roku pojawiła się w naszym domu kotka Pysia. Pysia na naszych oczach
została zaatakowana przez wilczura, niestety mimo naszej interwencji nie wyszła
z tego bez szwanku. Wynikiem tego ataku była konieczność amputacji tylniej łapki.
Właściciel chciał dobić kotkę łopatą, więc my ją przygarnęliśmy. Teraz Pysia cieszy
się życiem, wdrapuje się na drzewa, a według weterynarza to miało być niemożliwe.
Kiedy Pysia zamieszkała z nami postanowiliśmy też zabrać Animka z mojego rodzinnego domu,
a ja postanowiłem wrócić do tematu pt. "AKITA"...
1 października 2002 roku, w hodowli IMAGINACJA przyszedł na świat miot na literę "A".
Towarzyszyłem malcom od pierwszych dni ich życia, jak tylko miałem czas i
możliwość odwiedzenia hodowli. Miałem okazje obserwować rozwój malców, ich okres
socjalizacji w stadzie, więc moja miłość do tej rasy rosła dosłownie z dnia na
dzień. Oczywiście już wtedy miałem upatrzonego jednego malca wśród całej tej gromadki.
Pozostawał ciągle jeden problem, jak przekonać Kasię do tej rasy. Odbywaliśmy długie,
wieczorne rozmowy na ten temat, pokazywałem jej zdjęcia, czytałem artykuły, a ona
jak przystało na zodiakalnego barana, ciągle nie dawała się przekonać. Szczeniaki
kończyły już prawie czwarty miesiąc swojego życia, kiedy mama Kasi zadecydowała,
że przynajmniej pojedziemy je zobaczyć, a nad ewentualnym kupnem jeszcze się
zastanowimy. Ku mojemu zadowoleniu Kasia na szczęście przystała na taką propozycję.
Weszliśmy do kuchni w leśniczówce, gdzie znajdowały się szczeniaki, nawet
nie zdążyłem się obejrzeć, jak cała chmara szczeniaczków oblepiła Kasię ze
wszystkich stron. Myślałem, że umrę ze szczęścia jak Kasia chciała zabierać
do domu wszystkie szczeniaki. Oczywiście to było niemożliwe, ale
ja nareszcie mogłem odetchnąć z ulgą, bo już widziałem, że
akity będą naszą kolejną wspólna pasją. Radość była tym większa,
gdy okazało się, że Kasię i jej mamę najbardziej ujął mój ulubieniec
ASZTAR Imaginacja. Asztar, jak każdy akita, wymagał od nas sporej pracy,
uwagi i cierpliwości. Pracowaliśmy nad nim świadomie, w poczuciu
odpowiedzialności, ale i wielkiej miłości. Teraz możemy być z siebie dumni,
bo jest psem o doskonałym temperamencie.
Oczywiście na Asztarku nie zakończyliśmy powiększania naszej rodzinki,
w tym samym roku, w którym on trafił do nas tzn. w 2003, kupiliśmy kota rasy
niebieski rosyjski o imieniu Filip. Filip ujął nas swoją "gadatliwością",
kiedy to siedząc na ramieniu swojego pana, nieustannie patrząc mu prosto w twarz,
coś mu tłumaczył. I tak mu zostało do dzisiaj, jak tylko coś mu nie pasuje, to
powie o tym każdemu.
W 2003 roku zaczęliśmy też wystawiać Asztarka. Marząc o Akicie, jakoś niespecjalnie
brałem pod uwagę wystawianie psa, chciałem mieć po prostu dobrego przyjaciela,
z którym będziemy spędzać czas tak jak najbardziej lubimy, czyli aktywnie a szczególnie
zimą. We wrześniu była wystawa w Chorzowie, niedaleko od Częstochowy,
więc stwierdziliśmy, że raz pojedziemy i na tym koniec. Gdzie tam,
Asztar otrzymał tytuł Zw. Mł, na dodatek u sędziego, którego widzieliśmy
często w telewizji, do tego doszły emocje towarzyszące wystawianiu psów
i tak przepadliśmy. Kasia zawsze lubiła papierkową robotę, więc to ona została
sekretarzem i na jej barkach do dziś spoczywa organizacja kariery wystawowej
Asztara. Poświęciliśmy też więcej czasu edukacji w tym temacie, aby orientować
się "dlaczego jeden pies dostaje niebieską wstążeczkę, a drugi czerwoną" itp.
Akity i wystawy okazały się dla nas taką ogromną pasją, że coraz częściej zaczęliśmy
zastanawiać się nad kupnem kolejnej akitki, tym razem suczki. Asztar odnosił już
spore sukcesy wystawowe, został reproduktorem, więc to był najwyższy czas, żeby
zacząć rozglądać się za narzeczoną. Początkowo postanowiliśmy, że to będzie suczka
z jakiejś uznanej, zagranicznej hodowli. Szybko jednak zmieniliśmy plany, kiedy
dokładnie przemyśleliśmy to od strony finansowej. Poza tym Kasia zawsze chciała
mieć białą suczkę, bo taka jest mama Asztara, C-ASUMI z bambushovego haje, w
której Kasia się po prostu zakochała. Zawsze, kiedy rozmawialiśmy o zakupie
akitki w kraju, to jednomyślnie stwierdzaliśmy, że będzie to sunia z hodowli
"Halne Wzgórze". Zawsze podziwialiśmy psy z tej hodowli, jak i ich właścicieli
za profesjonalizm i pełne oddanie psom. Pozostawał jeden, jedyny problem,
przecież nie mamy pewności, że na Halnym przyjdzie na świat białaska.
Byliśmy już totalnie zdezorientowani, kiedy Kasia znalazła w internecie
ogłoszenie o szczeniakach z hodowli "Tajgeta", z którego wyraźnie wynikało,
że są 2 białe sunie. Właścicielka hodowli, Iwona Miśkiewicz, była
wówczas znaną już nam osobą, która niejednokrotnie udzielała nam cennych
wskazówek. Zadzwoniłem do niej i okazało się, że to szczeniaczki,
których ojcem jest BOS Kumade, piękny pies, którego nieraz mieliśmy
okazje podziwiać na ringu. BOS Kumade jest również ojcem przepięknej
mieszkanki "Halnego Wzgórza" - RYOKO Halne Wzgórze, ulubienicy Kasi.
To był znak, że jest nam przeznaczona suczka z hodowli "Tajgeta".
Na miejscu w hodowli okazało się, że nasza wybranka to ARASHI Tajgeta.
Imię na literę "A", na dodatek zupełnie podobnie brzmiące, było dla
nas kolejnym znakiem, który utwierdził nas w słuszności naszej
decyzji...
Łukasz r. p. 2005